wtorek, 2 grudnia 2008
15.
Na każdej stacji benzynowej uświadamiam sobie jedno. Pełne uzależnienie od zapachu etyliny 95, 98. Kręci w nosie żeliwnym zapachem, wchodzi w płuca, po 5 minutach intensywnego oczekiwania na odjazd jestem w dziewiątym niebie, potem spadam na kolejne kręgi, aż do poziomu piekła. Jedziemy samochodem, co jakiś czas słychać przyspieszone obroty silnika. Przedmieścia, gdzie wzorowi obywatele tęsknią za nową dawką czasu, tak by wciągnąć i znów dopełnić obowiązków pracoholika. Park, gdzie lubieżnie ktoś się obściskuje i doznaje rozkoszy na świeżo-malowanej ławce z napisem „nie – dotykać”. Przystanek, gdzie schował się zalany do nieprzytomności menel, obżarty bogatymi resztkami z kontenerów na śmieci. A my mieszkamy w dzielnicy gniewnej i leniwej, gdzie się bluźni i co jakiś czas, ktoś skacze z okna. Parkujemy na zadupiu, gdzie nie błyska żadne z okien, wtedy wyostrza nam się wzrok i zaczynamy widzieć swoje kontury.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz