Maska 1

środa, 12 listopada 2008

6.

Blizna jest teraz czysta i gładka, wygląda jak cielista naklejka. Dawniej często rysowałam na niej oko, żeby patrzeć przez jej pryzmat.
Za długo potykałam się przez nią. Aż do momentu, kiedy pewnego listopadowego wieczoru wyszłam z nią i znajomymi napić się w jakimś nowym, modnym klubie. Rozmawialiśmy o niczym, nabijając sobie w żyły kolejne procenty i niektórzy mówili, że mają „lot of fan”. Był jakiś chłopak z oazy katolickiej, który się zdziwił, że w Tajlandii istnieje „ping pong show” , a mnie początkowo brał za kolesia. Siedzieliśmy przy stole na podeście, tak, że widziałam całą sale pełną ludzi. Wyglądałam jak młody kolejarz, wcisnęłam na głowę śmieszną czapkę i wtedy ktoś złapał mój wzrok. A skoro już o tym – na oko miała lat 26 i może czuła się podobnie do mnie. Nieco na uboczu. Nie zainteresowana tematami, wystrojem, nastrojem, nową pracą, nową sztuką, nową sukienką, nową pensją.
Patrzyłyśmy na siebie. Wiedziałam, że chciała podejść. Nie była jednak sama, to ją hamowało, ale wysłała mi kilka dyskretnych pół uśmiechów.
To była jedyna rzecz, która się wtedy dla mnie liczyła. I to, że je złapałam. W domu zmazałam niebieskie wielkie oko z mojej skóry. Uśmiechnęłam się do lustra.

Brak komentarzy: