Maska 1

poniedziałek, 10 listopada 2008

3.

W głowie armie żołnierzy, wybijały ciężki puls, maszerują chłopcy maszerują, karabiny błyszczą, szary strój, a za nimi drzewa salutują , bo tu jest kościół św. Elżbiety, a pod nim leżą ciała bez głów, szkielety plebejuszy, którzy wywołali bunt. Chciała być wyżej. Nie tylko nad groby pomordowanych. Przyjemnie być schowanym w cień, zimno doskonale chłonie, zachowując przytomność umysłu. Biały bilet daje szansę na dobrą jazdę. Weszła w nią, wieża pozwoliła wchodzić jej po krętych schodach i patrzeć na obdrapane wnętrze. Serce męczyło się coraz bardziej, a mięśnie drżały lekko z powodu ciągłego wchodzenia. Ciemność poprzebijana miejscami światłem, nie wiedziała, że jest pędzącą kometą, która spali się za chwilę i spadnie na miasto. Drobny żar na plecach przechodniów. Ostatnie schody pokonywała z poczuciem ulgi, zaciskając dłonie ze szczęścia.
Nagle rozciągnęła się panorama miasta, która zachwyciła i zapowietrzyła ją tak bardzo, że zaczęła lewitować i kręciło jej się w głowie. Była nad miastem, nie panowała nad sobą. Ludzie mówili – poniosło ją i w wiadomościach pewna pani popłakała się, że ją zna, mówiła, że tęskni. A ona tak po prostu spadła na cmentarz prosto przed kościołem św. Elżbiety, w miejscu mężczyzn bez głów. Na bramach miasta nie wywieszono czarnych chorągwi, ani żaden ptak nie krzyknął. Odrysowano ją białą i czystą kredą.

Brak komentarzy: