Maska 1

piątek, 28 listopada 2008

13.

Dała nam dotknąć swojej nogi. A my w onieśmieleniu przed białością jej małej łydki upadliśmy na kolana w zachwycie. Działo się to w domku zaszytym w lesie i śpiącym, gdzie zapach ściółki został przez nas tak dobrze zapamiętany. W Czasie Wielkiej Samotności, pochylał się nad nami zielony i szumiący cień, a chmury darły do przodu, wchłaniając jak gąbki kolejne minuty. Bombardowano nas smsami, strzałami o najdziwniejszych porach dnia i nocy. Myszy, nasi zwiadowcy nie przynosiły dobrych wieści. Ich szare futro pozlepiane muśnięciami traw nosiło odznaki z kropel rosy.
Zbliżały się do nas, przykucając w końcu na naszych ramionach. Piszczały cicho do ucha - nie wychodzić, nie wychodzić.

Brak komentarzy: