Maska 1

wtorek, 18 listopada 2008

10.

Dziadek był rzeźnikiem, małomównym człowiekiem z siekierą. Palił sporty, bibułka papierosa przyklejała mu się do ust i chodził tak od rana, ćmiąc i zadając ciosy w dalszych wioskach. Przyśnił mi się wczoraj, zgniatając czaszkę konia żelaznym obuchem tak mocno, że otworzyłam oczy. Teraz jechałam do miasta, miałam sprawdzić czy pod adresem schowanym w kieszeń - mieszka kat. Przynajmniej taki dostałam cynk. A tych nigdy nie lekceważę. Dotarłam na miejsce.
Pod ósemką na kanapie zalegała kobieta w średnim wieku. Z racji swojego feminizmu kazała mówić do siebie „katka” (co uznałam za idiotyczne). Słówko wchłaniało całą powagę tej nieco zbrodniczej profesji, ale postanowiłam to przemilczeć. Nie „ustawia się” starszych kobiet. Wpuściła mnie do środka, zrobiła mętną herbatę i podsunęła mi paczkę. Chwilowo bawiłam się w podmiejski kolportaż więc tłukłam się PKS-em na południowych zachód, żeby oddać pakunek we właściwie ręce. Głód muzyczny głośno we mnie jęczał , ale zapchałam się warkotem starego silnika. Niespodziewanie dla mnie paczka obudziła się, zaczęła kwiczeć i wiercić się na moich kolanach. Tektura już odstawała, mały ryjek wybił się na światło dzienne. Okazało się, że wiozłam świniaka. Niekoniecznie wyglądał na normalnego, miał w zasadzie znajome rysy twarzy. Kobieta spod ósemki wyraźnie nie lubiła wieprzowiny, ani nawet ścinków? Dlaczego nie miała odwagi pozbawić kogoś życia ostrym cięciem? Jeszcze raz spojrzałam na adres. Dlaczego wcześniej nie zorientowałam się, że należał do mnie? Nie wiem. Zza światów też można podkładać świnie?

Brak komentarzy: