sobota, 8 listopada 2008
1.
W jakimś sklepie, może był to Społem? Po drugiej stronie ulicy kupowała żurawinowy kisiel. Nie wiedziałam, że chciała go wykorzystać przeciwko mnie, do zdrożnych celów. To było u naszej znajomej. Miała syna i psa. W zielonym, żeliwnym garnku bomblowała gęsta masa podniecenia. Trzeba było trochę odsapnąć, wystygnąć, bo nasza znajoma miała syna i psa. Para unosiła się i kręciła nad zagrzybionym sufitem. Moja nienaturalna ochota na kisiel nie przechodziła.Nakarmiono mnie łyżeczką, potem wzięto za rękę i poprowadzono prosto do łóżka. Miałyśmy się kochać. Ona była starsza, a ja zainteresowałam się ćmą na suficie, która puszczała mi oko, a ja wiedziałam, że nie jest ok. Ona była starsza i wg. krzywej Gaussa miała „potrzeby”. Jednak, nie chciałam jej robić aż takich przysług za jakieś cholerne Winiary. Była dla mnie lakierowanymi butami w szpic, które w ogóle nie pasowały do moich starych trampek. Zasznurowałam się szybko i wyskoczyłam oknem, wleciałam do czyjegoś ucha. Zapamiętała mnie, zanim zdążyła zobaczyć. Biegłam bardzo szybko.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz